Chalkidiki, okolice Porto Koufo

12:38

            Marznę. Dookoła unosi się mgła, na twarzy czuję mroźne krople deszczu. Przeskakuję z nogi na nogę, by trochę się ogrzać. Brakuję mi już promieni słońca, tego przyjemnego ciepełka na skórze i w sercu. Rozglądam się, wszyscy gdzieś biegną. Śpieszą się, nie oglądają na siebie. Smutne, milczące i nieobecne twarze. Przysiadam na chwilę, niby gdzieś obok, ale myślami powoli uciekam, uciekam... Szum morza, uczucie piasku pod stopami i delikatna bryza bawiąca się moimi włosami. Łagodne pagórki pokryte gajami oliwnymi i blask lazurowej wody, zapach śródziemnomorskiej krainy. Wspomnienie europejskiego raju w państwie, które potrafi rozkochać w sobie każdego. Grecja i spokojny, przesycony klimatem i pięknem półwysep Chalkidiki.

            Pamiętam jak niedługo po wschodzie słońca wjechaliśmy na cypel Sithonia. Jak każdy zakręt, zza którego ukazywał się nam widok na niezwykle zróżnicowaną linie brzegową, błękitne zatoki i małe, urocze miasteczka, przepełniał nas zachwytem i rozbudzał zmysły. W tym małym raju znaleźliśmy swoje miejsce, na spokojnej plaży w okolicach Porto Koufo, pokrytej złocistym piaskiem z zatoką otoczoną skalistymi wzgórzami, przez którą przemykały miejscowe łodzie rybackie. Magiczna atmosfera, którą dopełnili spotkani tu ludzie swoimi obyczajami i opowiedzianymi nam historiami.

            Andreas, który porzucił swoje dotychczasowe życie, by przemieszkać letnie miesiące w Porto Koufo, dalekiego od komercyjnej pogoni, opowiedział nam legendę o narodzinach jego ukochanej ojczyzny- Grecji:
Gdy Bóg stworzył świat postanowił sprawiedliwie rozdać narodom różne miejsca na Ziemi, i tak Anglikom podarował deszczową wyspę, Włochom górzysty but, a Polakom łąki i pola nad Wisłą. Po podziale ktoś nagle zapukał do wrót Niebios, Bóg otworzył i ujrzał smutnego Greko. Okazało się, że biedny nie ma gdzie się udać ponieważ wszystkie ziemie zostały już rozdane, a Greko nie dostał żadnej. Stwórcę tak wzruszył los człowieka, że podarował mu ziemię, którą zachował dla siebie.
            Okazuje się jednak, że jest to legenda, którą możemy usłyszeć zarówno od mieszkańców Grecji kontynentalnej jak i Bułgarii, co prawdopodobnie związane jest z historycznym przenikaniem się tych państw w tym rejonie.

            Kiedyś marynarz, dziś starszy właściciel restauracji- El Capitan, wprowadził nas w świat prawdziwie szczerej i pięknej greckiej kultury w stosunku do drugiego człowieka. Najwyższą wartością bowiem dla Greka jest Philotimo czyli umiłowanie honoru, z którym wiąże się duma, szczodrość, gościnność i szacunek dla innych, a zwłaszcza osób starszych (ciekawe jest to, że większość kelnerów w tawernach stanowią właśnie starsi panowie). Iskierkę dodaję temu grecka mentalność, która znana jest z przyjacielskiego nastawienia i otwartości tego narodu, gościnności, a także "wyluzowanego" podejścia do obowiązków i wyzwań życia codziennego. Tak jak w powieści Nikosa Kazantzakisa „-Zmiana życia – zmiana planów! Przestałem wspominać, co było wczoraj, przestałem myśleć, co będzie jutro! Interesuje mnie tylko to, co się dzieje dziś, teraz! Pytam siebie: „Co właśnie robisz, Zorba?”, „Śpię”. „Więc śpij dobrze!” „A co robisz obecnie, Zorba?” „Pracuję”. „Więc pracuj dobrze!” „Co robisz teraz, Zorba?” „Całuję kobietę”. „Więc całuj ją mocno, Zorba, zapomnij o wszystkim, nic więcej nie istnieje na świecie, tylko ona i ty! Sam El Capitan częstował nas owocami, domowym Ouzo, pożyczył łódkę, a gdy w ramach podziękowania zgodził się jedynie na podlewanie jego ogrodu, mówił żebyśmy brali ze sobą tyle warzyw ile potrzebujemy. Niezapomniana słodycz skąpanych w słońcu pomidorów i papryk. Zaprowadził nas nawet na dach domu, by pokazać widok na przepiękną okolicę Porto Koufo i opowiedzieć o miejscach, które warto tu odwiedzić. Wieczorem zaś siadał zamyślony, puszczał nagrania ze śpiewem swojego ojca i snuł najróżniejsze opowieści o sobie, najbliższych i łączącej ich tradycji. Znaczna część życia społecznego greków toczy się właśnie w ścisłym gronie rodziny i przyjaciół. Ludzie spotykają się, wspólnie jedzą, piją, słuchają muzyki, tańczą i rozmawiają, a dzięki temu doświadczają tzw. kefi, poczucia relaksu, które pojawia się podczas przebywania w szczęśliwym towarzystwie.

            Ukazuje to, co w mieszkańcach tego pięknego państwa najlepsze: wolność, radość i lekkość życia, niesamowitą szczerość i głęboki śmiech. Czy nie brakuje nam tego czasem? By tak choć na chwilę zrzucić z naszej twarzy maski, zapomnieć o udawaniu i sztucznym pokazywaniu się? Spróbujmy być po prostu sobą, bez skrępowania mówmy to, co w danej chwili czujemy i uważamy, przełammy nieśmiałość i pozory w kontaktach z nowymi osobami. Dajmy ponieść się spontaniczności, bo czy coś złego się stanie gdy zamiast spuszczenia głowy w tramwaju to uśmiechniemy się do ludzi obok? Jeśli od czasu do czasu wykonamy coś na pół gwizdka albo nawet zupełnie sobie odpuścimy i zrobimy coś dla siebie? Spróbujmy zamiast pracy czy innych obowiązków usiąść czasem z najbliższymi, szczerze porozmawiać, zrelaksować się i spędzić po prostu dobry czas.

Byliście, znacie, chcecie podzielić się refleksjami? Zapraszam serdecznie do komentowania i pisania na mejla: pamela.kaczmarek@gmail.com





You Might Also Like

2 komentarze

  1. Bardzo pozytywny wpis, też już mam trochę dość szarej rzeczywistości, ale nie jest aż tak źle. Nie wiedziałem, że masz bloga - dodaję do listy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :) Właśnie miałam nawet do Cb napisać w związku z jednym pomysłem na tego bloga.

    OdpowiedzUsuń

Jak podobała Ci się ta podróż? Powiedz mi co myślisz :)