Matera

16:35

            Siadam przy oknie i grzeje zmarznięte palce o kubek cappuccino. Zapach kawy i ciastek. Dookoła przyjemny szmer rozmów, ciche śmiechy i przelotne spojrzenia. Tyle różnych historii, ile ludzi siedzących dookoła mnie. Każde z nas jak zupełnie inna, niedokończona, wciąż tworząca się książka... Zamykam oczy, a wyobraźnia powolutku maluję przede mną obrazy z miasta, w którego murach drzemie wiele ludzkich emocji, myśli i poprzeplatanych ze sobą losów. Kamienne domy Sassi i ulice przepełnione wspomnieniem o dawnym życiuMatera. Miejsce o historii tak fascynującej i niezwykłej, że trzeba jej zaznać, choć odrobinę dotknąć, by w pełni uwierzyć.

       Matera (czyli citta dell'uomo - "miasto człowieka") narodziła się na zboczach głębokiego i długiego na kilkadziesiąt kilometrów wąwozu, wyżłobionego przez rzekę Gravinę w wapiennych skałach, pełnych naturalnych jaskiń. Już od czasów wczesnego średniowiecza ten enigmatyczny rejon wabił brodatych mnichów i cenobitów, a na przełomie VII i VIII wieku powstały tu pierwsze chiese rupestri, kościoły wykute w skałach. Te małe, niezwykłe świątynie prawdopodobnie przyciągnęły za sobą miejscową biedotę, która w osamotnionych jaskiniach dostrzegała schronienie i namiastkę domu.



            Sassi? To nazwa odnosząca się do dwóch historycznych dzielnic Matery- Sasso Caveoso i Sasso Barisano. Dzielnic, które sprawiają, że mieszają się w nas uczucia zachwytu i lekkiego niepokoju, a nasze ciała przechodzą dreszcze fascynacji. Jest to ta część miasta gdzie znajdują się domy wydrążone w skale i te wzniesione z kamienia. Powstały w ścianie wąwozu na miejscu dawnych jaskiń, zbudowane jedne na drugich. Kawałek dachu pierwszego okazuje się podłogą drugiego, i tak aż do dziesiątego piętra. Pomiędzy niewiarygodnie stłoczonymi budynkami wiją się wąskie, klimatyczne uliczki, w górę i w dół biegną niezliczone schodki, a nad naszymi głowami unoszą się piękne łuki. Niegdyś było tu ok. 3 tys. mieszkań, z których ponad połowę stanowiły domy jaskinie, czyli te w całości wykute w skale. Ponad 600 znajdowało się poniżej poziomu ulicy i można było dostać się do nich jedynie przez włazy... Samotnie spacerując przez piękne Sassi (które stanowiły scenografię do filmu Mela Gibsona "Pasja") dostrzegamy panujące tu ciszę i pustkę. Czasem tylko przykuje naszą uwagę zawieszone pranie między oknami czy kwiaty w kolorowych donicach. Kamienne budowle jednak po cichu dzielą się swoją historią, przepełniają nas przeczuciem, że kiedyś było tu zupełnie inaczej.

            Sassi zamieszkiwane były do połowy XX wieku przez około 16 tys. mieszkańców, większości ubogich chłopów. Nie było tu elektryczności, w domach (wewnątrz grotach) żyły wielodzietne rodziny wraz ze zwierzętami. Pod podłogą niemal każdego mieszkania była wykuta ogromna cysterna na deszczówkę, która spływała kanałami po dachach, ścianach i ulicach. Źródłem światła i powietrza były maleńkie, wykute okienka. Panował brud, ogromna wilgoć i choroby, ale mieszkańcy byli naprawdę przywiązani do tego miejsca. Czuli się tam szczęśliwi. Wykształciła się tu kultura vicinato, jej dialekt, obyczaje i pieśni. Był to zespół domów-jaskiń, zwykle około dziesięciu, z drzwiami wychodzącymi na jedno podwórko, zamieszkanych przez 80-100 osób. Ciasne wnętrza jaskiń służyły głównie do spania, przyrządzania posiłków i jedzenia; pranie, szycie, przędzenie wełny, czy wyplatanie koszy, wszystko odbywało się na wspólnym podwórku. W 1952 roku chcąc polepszyć warunki życia ludności Sassi, zarządzono przymusowe przesiedlenie na specjalnie wybudowane domy na obrzeżach Matery. Nikt nie zadbał o to, by rodziny z jednego vicinato dostały lokum obok siebie. Mieszkańcy rozpaczali, nie chcieli rozstać się ze swoim domem, ze swoją kulturą, a nocami wracali do Sassi, skąd nad ranem policja wyrzucała ich po raz kolejny...

            Dzisiaj można odkupić skalny dom pod warunkiem odremontowania i dostosowania do współczesnych potrzeb. Czy to nie jest niezwykłe? Jak ludzie mimo tak ciężkiego losu, byli przywiązani do miejsca i kultury, w której się wychowali? Kochali swoje domy i panującą tam atmosferę. Pragnęli, by tam pozostać, marzyli, by wrócić.... Ukazuję to pewną prawdę o nas samych. Każdy jest inny, różnią nas przeżycia, poglądy, obyczaje, i zawsze będziemy bronić tego, co uznajemy za swoją prawdę, tego do czego jesteśmy przywiązani emocjonalnie. Dla mieszkańców Matery liczyło się coś więcej niż dobra materialne, najwyższą wartość stanowiła dla nich tradycja oparta na międzyludzkiej więzi.

Byliście, znacie, chcecie podzielić się refleksjami? Zapraszam serdecznie do komentowania i pisania na mejla: pamela.kaczmarek@gmail.com

Ps. Polecam kliknąć na zdjęcie, by zobaczyć je w pełnym rozmiarze :)

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Rreczywiscie piękne miejsca. I fantastycznie przedstawione i opisane. Super Pam. Gratuluję :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, bardzo się cieszę, że się podoba :) Za tydzień zapraszam na Grecję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam już po raz któryś i cały czas nie mogę się nadziwić. Piękno tego interesującego miejsca jest niezaprzeczalne. Tak samo jak niezwykłość samego tekstu, przyciągającego od pierwszego postawionego znaku do samego końca ;) Tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń

Jak podobała Ci się ta podróż? Powiedz mi co myślisz :)