Wybrzeżem Grecji

21:08

            Natłok pracy i myśli. Wciąż tak mało czasu... Marzę, by znów choć na chwilę uciec i znów zobaczyć to wszystko, na nowo przeżyć i zasmakować. Chwycić plecak i wyruszyć przed siebie. Odkrywać z uśmiechem na ustach to, co nieznane. Napełnić pamięć wyobraźni nowymi, pięknymi widokami, spotkanymi ludźmi, rozmowami i ich zwykłymi, ale niezwykłymi historiami. Poczuć to wszystko na nowo i zanurzyć się w rytmie podróży... Tak jak wtedy... wybrzeże Grecji, noce pod gołym niebem wśród piękna przyrody, magiczne miejsca, mieszkańcy i ich tradycje.

        O plaży Kavourotripes, powszechnie znanej jako Orange Beach, dowiedzieliśmy się w czasie objazdu cypla Sithonia (półwysep Chalkidiki), od Serba, który przyjeżdżając w młodości do Grecji, dla piękna tej krainy stracił głowę i postanowił już tu pozostać na zawsze. Plaża, o której opowiadał, położona była na dość górzystym wschodnim wybrzeżu - które słynie z najbardziej malowniczych zatok części kontynentalnej, usłanych drobnym, białym piaskiem i krystalicznie turkusową wodą - pomiędzy miejscowościami Sarti, a Vourvourou, której pierwotna nazwa w języku greckim oznaczała dziury kraba. Tego hipnotyzującego miejsca nie można jednak dostrzec tak po prostu z głównej drogi, tajemnicę swojego uroku skrywa za bogatą, mieniącą się zielenią, nadbrzeżną roślinnością. Pamiętam jak dotarliśmy na owiane legendą Orange Beach chwilę przed zachodem słońca- niebo zabarwione odcieniami różu i czerwieni, nietknięta tafla lazurowej wody odbijająca barwy akwarelowego krajobrazu, a do tego biel otaczających tę zatokę skał. Gładkiego piaskowca o różnorodnych, niesamowitych kształtach. Magia piękna, które staje się rzeczywistością... A następnego ranka, wynurzając zaspane spojrzenia z namiotu, ujrzeliśmy skąpany w kolorze pomarańczy wschód słońc, poranną gwiazdę unoszącą powolutku znad widzianego stąd najwyższego szczytu cypla Athos (2033m n.p.m.) zamieszkiwanego wyłącznie przez prawosławnych mnichów. Niezwykłość budząca na całym ciele dreszcze, obraz wspomnienia, o którym nie da się zapomnieć. Jakby w jednej chwili upragniona pocztówka stała się jawą.

        Stratoniki. Jest to malutki cypelek na północnym wschodzie półwyspu Chalkidiki, przez powierzchnie, którego nie prowadzą żadne asfaltowe drogi. Na samym jego początku można spotkać jeszcze malutkie rybackie chatki i przycumowane do brzegu drobne, stare łodzie, a już dalej rozciąga się niemalże nietknięta i bujna, wiecznie zielona śródziemnomorska makia. Zupełnie inny, mały świat, który w pełni oddany jest tu siłom niezwyciężonej natury... Wąska, żwirowo-piaszczysta droga, widoki na strome, wysokie klify, napotkany spłoszony troszkę naszym widokiem żółwik... i przeraźliwa burza. Ogrom kropli deszczu stukających o szyby w naszym samochodzie, ciężka, ciemna chmura tonąca gdzieś na horyzoncie w morzu, pioruny uderzające w ziemie nieopodal nas. Potężny rozgłos i błysk, jakby chwilowe, przerażające drżenie ziemi. Niepewność i oczekiwanie... a po niedługim czasie upragnione wyciszenie... i widok, dla którego właśnie tam pragnęliśmy się znaleźć. Na samym końcu tego miniaturowego półwyspu, odkryliśmy dziką plaże, pokrytą lśniąco-złotym piaskiem, dokładnie przed którą na niebie namalowała się sięgająca do wody tęcza. Przepiękna cząstka nie odkrytej, arkadyjskiej krainy. Namiastka raju na ziemi.

         Jadąc już późno wieczorem brzegiem morza w kierunku Kavali, zatrzymaliśmy się na szerokiej i długiej plaży w małej, rybackiej miejscowości Nea Iraklitsa, i tam na ciepłym piasku, przy melodycznym szumie fal spędziliśmy noc. W blasku rannego słońca ukazała nam się cudowna zatoka z malutką wyspą Φιδονήσι (Fidonisi) na samym jej środku, a wokoło rozciągały się wzgórza i zielone pagórki o kształcie piramid. Piękno i spokój, a także zachwycająca i niezwykła kultura mieszkańców tego regionu. Tutejszych Greków charakteryzuje ogromny szacunek do naturalnych dóbr świata, co przejawia się ciągłymi uroczystościami na część darów przyrody, z których wiele to naprawdę stare zwyczaje do dziś celebrowane z godnym podziwu rozmachem. Tysiące ludzi o różnych porach roku zapomina na chwilę o trudach dnia codziennego, angażując się w beztroską zabawę i oddając hołd potężnej przyrodzie. Na początku jesieni w pobliskiej wiosce Lekani odbywa się Święto Ziemniaka, w czasie którego wszyscy zbierają się na ulicach by skosztować różnych dań przyrządzanych właśnie z tego warzywa. Pod koniec października w malowniczej wiosce Platomos odbywa się Święto Hodowli Zwierząt, gdzie gwiazdą obchodów jest gotowana koza. Własne święto mają tutaj także jadalne kasztany, które ma miejsce w jednej z najbardziej tradycyjnych kulturowo wiosek w okolicy Kavali, Paleochori. W sąsiadującym zaś regionie Nestos, zwłaszcza w Keramoti, okazją do hucznej zabawy jest organizowane w czerwcu Święto Szparaga. Ponoć równie radosna atmosfera panuje podczas oryginalnego Święta Arbuza w Chrissoupolis, a także Święta Winogron (a raczej picia wina) w Eleochori.

            Pomyślmy przez moment o tym ile tak niezwykłych, małych światów otacza nas dookoła. Ile z nich czeka na to, byśmy je odkryli... Powiedzieli sobie TAK, spakowali najpotrzebniejsze rzeczy i po prostu wyruszyli, ubrani w szeroki uśmiech i pozytywną myśl.

Byliście, znacie, chcecie podzielić się refleksjami? Zapraszam serdecznie do komentowania i pisania na mejla: pamela.kaczmarek@gmail.com


You Might Also Like

3 komentarze

  1. Mhm...Grecja była celem mojej pierwszej zagranicznej wyprawy, od niej wszystko się zaczęło, więc zawsze będzie sercu bliska. Marzy mi się poleniuchować trochę na jednej z mniej popularnych wysp, wypić zimną frappe...i może do Aten wrócić jeszcze raz...

    OdpowiedzUsuń
  2. Namiot na dziko, najlepsze co może być;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojj tak, człowiek śpi tam gdzie zapragnie, a nad ranem wstaje i pierwsze, co może zrobić to wskoczyć do morza.. :)

    OdpowiedzUsuń

Jak podobała Ci się ta podróż? Powiedz mi co myślisz :)