Les Orres

14:01

            Nieswojo jest wracać, tak trochę dziwnie, tak inaczej. Zawsze mam wrażenie, że ten czas minął zbyt szybko, intensywność wrażeń, przyjemność chwil. Tak krótko, tak dobrze. Zastanawiam się czy za każdym razem chciałoby się tak więcej, że nadal byłoby za mało? Przesiadywać wśród śnieżnych szczytów, zapachu modrzewia, ciszy... Czerpiąc satysfakcję ze swojej pasji i czując, że z każdym dniem jest lepiej i pewniej, że przynosi to sercu najprawdziwszą radość. A potem powrót do ciepłego pokoju, odpoczynek po przyjemnym wysiłku. Szczery uśmiech na zmarzniętej twarzy. A może gdyby te momenty były tak łatwo dostępne to byłyby niedoceniane, aż tak nieutęsknione?


            Kręta alpejska droga - przepaści, zapierające dech w piersiach, rozdzielające szczyty zanurzone w chmurach, przemykające strumyki i wszech rozlegająca się przestrzeń. Piękno, które w mojej głowie rodzi kolejne marzenia, by przejechać te asfaltowe zakręty latem. Zanurzyć wzrok w świeżości zieleni i niczym jak na filmach poczuć wiatr na skórze i we włosach, a razem z nim ten lekki zew wolności. Jak na razie panuje tu jednak sroga zima, wszystko na około pokrywa gruba warstwa śniegu, a gdzieś na białych wzgórzach widnieją stare miasteczka. Kamienne domki położone wokoło starych kościółków ze spiczastymi wieżami niczym jak średniowieczne, małe zamki. Wąziutkie pnące się w górę i w dół uliczki. Alpejska bajka, która staje się jawą... Aż dojeżdża się do celu, do zbudowanego w jasnym drewnie francuskiego miasteczka Les Orres.


            Dzień rozpoczynany od jeszcze ciepłej, chrupiącej baguette, kupionej w sklepiku, gdzie zawsze z uśmiechem witał nas ten sam starszy sprzedawca. Zagadywał angielszczyzną łamaną francuskim, dopytywał czy nam się tu podoba, czy wrócimy, a ostatniego dnia życzył udanego powrotu do domu. Niezależnie od pory dnia czy wieczoru - zawsze był on, z serdecznym uśmiechem na twarzy. Po dobrym śniadaniu i słodkiej, dającej tak potrzebną energię, kawie - czas na przygotowania - ciepłe ubrania, kask na głowę i deska snowboardowa pod ramię. Czas na pasję, która w jakimś sensie pozwala sprawdzić własne możliwości, swoją siłę, a jednocześnie gdy podnoszę wzrok to ukazują się przede mną śnieżnobiałe Alpy, a wtedy rozwieram ramiona i czuję się tak jakbym chwytała ten pejzaż, tę magię chwili.

            Stoki. Les Orres ma do zaproponowania 88km tras zjazdowych. Nie jest to  może duża liczba aczkolwiek trasy są dobrze przygotowane oraz różnorodne pod względem stopnia trudności. Rozciągają się od 1550 do 2720m n.p.m. Te niższe i łatwiejsze stoki położone są wśród modrzewiowego lasu, wysokich choinek pokrytych puchatą warstwą śniegu jak z baśniowej ilustracji. W wyższych partiach gór można natrafić na trasy trudniejsze, strome i pełne muld, przeznaczone dla zaawansowanych narciarzy i snowboardzistów (na mapkach oznaczone kolorem czarnym i czerwonym), ale także i na te łagodniejsze (niebieskie i zielone), gdzie jadąc możemy nacieszyć się niezwykłością tutejszych widoków. To także właśnie w Les Orres znajduje się podobna jedna z najdłuższych czerwonych tras w południowych Alpach, otoczony początkowo ostrymi szczytami, a potem pachnącym lasem, sześciokilometrowy Grand Cabane (chociaż GPS wymierzył tę trasę na odrobinę krótszą). Podczas naszego pobytu, przez duże zagrożenie lawinowe, trasa ta początkowo była zamknięta i nieprzygotowana, co przyczyniło się do tego, że stała się rajem dla jazdy w nietkniętym puchu. W gładkim sunięciu w kilkudziesięciometrowej warstwie śniegu niemalże jak w zawieszonej na niebie chmurze. Przemykaniu gdzieś z boku między krępymi drzewkami. Radość i satysfakcja. Niewyobrażalny zachwyt tym gdzie się jest, tym, czego się dokonuje.


            Miasteczko. Po powrocie ze stoków, ciepłym posiłku i odpoczynku, warto jest się przejść po tym cichym i klimatycznym ośrodku. Les Orres składa się z trzech dzielnic położonych na różnych wysokościach- Paramount 1550m n.p.m., Centre Station 1650m n.p.m. i Bois Méan 1800m. Dzielnice połączone są drogą, po której kursuje bezpłatny Skibus, a także ścieżką, którą wieczorami romantycznie rozświetlają latarnie. Spacerując nią, w otoczeniu piękna iglastych, starych drzew, mijamy małą stację météo, gdzie, co tydzień wywieszana jest (sprawdzająca się) prognoza pogody. A na małych tarasach widokowych rozciągnie się przed nami panorama na dolinę u podnóża południowo-wchodnich Alp Wysokich i położone malowniczo w jej głębi, na skarpie błękitnego jeziora Serre Poncon, urokliwe miasteczko Embrun. Stara i właściwa część Les Orres - Les Orres chief lieu -położona jest poniżej samego ośrodka, jest to mieścina o typowo alpejskim klimacie wspomnianych wcześniej kolorowych kamienic i kościółka z wieżyczką. Wąskich, stromych uliczek. Spokoju i ciszy.


            Zostają wspomnienia, bardzo silne i wyraziste. Malujące uśmiech i iskierki w oczach. Trzeba znów ruszyć naprzód, dążyć do kolejnych marzeń i wyjazdów. Teraz już wiem, że na pewno będę zmierzać ku temu, by przejechać alpejskie rejony latem. By zatrzymywać się tam, gdzie zapragnę i kontemplować każdy widok. Zarysowywać go na zawsze w wyobraźni.



PS. Jak Wy czujecie się po takich powrotach z podróży, co dzieje się w Waszym sercu i myślach ?



You Might Also Like

23 komentarze

  1. W cudownym miejscu byłaś, tym bardziej, że był śnieg i mogłaś poszaleć na desce snowboardowej. Wiosną i latem tam też z pewnością jest cudownie, a to moje pory roku. Ja bym mogła co chwilę gdzieś wyjeżdżać i zawsze by mi było żal wracać do domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli dokładnie tak samo jak mi, zawsze będzie mi smutno po upuszczeniu tak pięknych miejsc...

      Usuń
  2. W tym roku niestety nie miałam okazji poszaleć na stoku. A już tym bardziej nie w takim miejscu, w jakim ty byłaś. Góry, słońce, śnieg... Piękne wspomnienia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki w takim razie, by w następnym roku się udało !

      Usuń
  3. A ja Ci powiem, że lubię wracać do domu...Korzystam z każdej sposobności wyjazdu ale powroty też są fajne. I pomimo smutku spowodowanego końcem urlopu, weekendu itp. zawsze fajnie jest wrócić do siebie, wskoczyć w kapcie, zrobić sobie herbatę w ulubionym kubku i zacząć myśleć o kolejnym wyjeździe. Albo wspominać ten co się skończył właśnie. Alpy zimą są zachwycające ale latem też muszą być piękne, więc życzę Ci z całego serca powrotu tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobrze i w sumie ważne, że masz właśnie takie poczucie jak wracasz do siebie... to chyba pokazuję, że naprawdę kochasz swój dom i bycie po prostu u siebie :) Mi jakoś brakuję tego, dopiero po jakichś kilku dobrych dniach przyzwyczajam się, że wróciłam i wchodzę w swój codzienny rytm. A planowanie zawsze zawsze jest przyjemne :)

      Usuń
  4. Choć przysłowie mówi, ze w domu najlepiej, to jednak smutno, żegnać się z takim miejscem, jak pokazujesz. I choć wracamy bogatsi, mamy wiele zdjęć, czasem opaleniznę, czasem odciski, to szkoda, że czas tak szybko mija...
    A gdy nie moge wyjechać, to tęsknie, oglądam zdjęcia, blogi i marzę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu tak się dzieje, że w takich miejscach, podczas tak przyjemnych chwil... to czas przelatuję nieubłaganie przez palce. Dobrze, że chociaż właśnie te zdjęcia, opisane historię na troszkę go zatrzymują...

      Usuń
  5. Jak tylko wyprawa dobiega końca, już tęsknię, jeszcze nie wyjadę a już ...najchętniej bym po prostu tam została. Uwielbiam klimaty właśnie takie z Les Orres. Cudownie!

    OdpowiedzUsuń
  6. narty mnie nigdy nie przekonały mimo prób, ale doceniam piękno tych widoków:)
    no i poproszę o taką świeżą bagietkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj, ja też już bardzo tęsknie za tym smakiem z rana... :)

      Usuń
  7. Piękne miejsce i jak tak opisujesz te zjazdy, to miałabym ochotę sama spróbować. Ale znam swoje możliwości, he he. Ale chciałabym zobaczyć kiedyś te małe miasteczka z wąskimi uliczkami i kamiennymi kościółkami. Na razie siedzimy w rejonie Wzniesień Łódzkich i też jest fajnie... chyba. Jest fajnie bo mamy dostęp do internetu.
    Pozdrawiamy Dorota i Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne jest, żeby chociaż na troszkę zmienić otoczenie i czerpać z tego jak największą przyjemność :)

      Życzę Wam jak najbardziej udanego wyjazdu !

      Usuń
  8. Wow, co za widoki:))Ciesze sie, ze sie Wam udal ten wypad!
    Czesto ze smutkiem wracam,ale ceisze sie na nastepne przygody.
    Wiesz, ujmuje mnie, ze tak mloda osoba, jak Ty, wie juz co w zyciu wazne!
    Te Wasze, Twoje wspomnienia beda Ci grzaly dusze w podle dni.
    Buziaki:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja jestem taką osobą, że nie potrafiłabym bez konkretnych poglądów, celów i planów iść na przód przez życie.

      Obyy tak było :)

      Usuń
  9. Najważniejsze że zostaje cała masa wspomnień i zdjęć, a jest co oglądać, bo widoki niesamowite :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. W obecności gór czuć potęgę przyrody. Można złapać dystans do ziemskich problemów, bo czymże jesteśmy wobec wszechświata?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie myśli przechodzą też zawsze przez moją głowę wobec siły i piękna przyrody...

      Usuń
  11. Zazdroszcze wyjazdu! Nigdy nie bylam w Alpach, a chetnie bym sie wybrala :)

    www.izabielaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. piękna zima w tych górach.. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ta ostatnia panoramka... <3
    Co ja czuję? Tęsknię jeszcze zanim dobrze rozpakuję walizki, a w myślach już planuję kolejny wyjazd. W końcu czegoś trzeba się trzymać, a kolejny wyjazd na horyzoncie (nawet jeśli dopiero za rok), to dobry punkt zaczepienia. :)

    Pozdrawiam.
    Aśka z btth.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. To niesamowite, że podobnie jak Ty - byłam w Les Orres...
    I nie tylko świetnie wspominam ten wyjazd ze względów turystyczno - sportowych,ale także dlatego, że tam sie zaręczyłam ;)

    OdpowiedzUsuń

Jak podobała Ci się ta podróż? Powiedz mi co myślisz :)