Na
początku chyba byliśmy trochę oszołomieni. Ogrom miasta, ludzi, niekończący się
szalony ruch na ulicach. W głowie miliony pytań - czy to jest miejsce dla nas? Czy
to jest miasto, w którym moglibyśmy zostać już na dużej, moglibyśmy żyć? Jak to
jest? Jak wygląda ta zwykła codzienność w takim mieście jak Londyn? Pośpiech
wśród wiktoriańskich kamienic i oszklonych drapaczy chmur. Pod kroplami
ciepłego angielskiego deszczu. Daleko od tego, co pewne i znane. W hostelu, na
ulicach czy w kawiarniach wciąż spotykaliśmy wiele ludzi poszukujących tu
szczęścia, pracy, pieniędzy - tej lepszej przyszłości. Młodzi zakuwający receptury
drinków, by dostać tę pracę barmana, i ci starsi, którzy w rodzimym kraju
pozostawiali swoje rodziny, ci marzący o tej lepszej pracy, wynajęciu
mieszkania i sprowadzeniu jak najszybciej do Anglii swoich najbliższych.
Jak
poznać to miasto w tak krótkim czasie i zdecydować? Niemożliwe. Ale... można „to”
naprawdę poczuć, a po wyjeździe stąd tak bardzo już za tym tęsknić. Za klimatem,
toczącym się bez przerwy życiem, tłumami na ulicach, w barach i w pubach,
niezależnie od dnia i godziny. Zawsze i wszędzie - ruch, głośne rozmowy i
śmiech. Wszyscy tak różni pod względem etnicznym, kulturowym, różni pod
względem stylu i ubioru, ale wszyscy bawiący się tu wspólnie razem. Ponad
podziałami i stereotypami. Każdy z osobna wnoszący w ten niezwykły świat swoją
oryginalność i barwność. I jeszcze to wewnętrzne poczucie, ta ochota, by tak po
prostu uśmiechnąć się do tej obcej, mijającej cię na ulicy osoby - bo tutaj
nikt nie chodzi z głową wbitą w ziemię udając, że cały świat dookoła przecież nie
istnieje. Bo tutaj nikt nie spojrzy na ciebie przez to dziwnie czy podejrzanie.
Tutaj każdy to odwzajemni, a najprawdopodobniej jeszcze zagada, a na koniec zawoła
do Ciebie, tak po prostu - have a nice
day! Bo tutaj, gdy jesteś zadowolony, szczęśliwy - nie musisz się wstydzić.
Masz do tego pełne prawo - prawo, by być sobą i cieszyć się tym, co masz i tym,
co cię otacza.
I
tak jak różnorodni są tutaj ludzie, tak różne jest samo miasto - jego
architektura i wciąż żywa, wyłaniająca się na każdym kroku, jego niezwykła
historia. Po prostu - by poznać i zrozumieć Londyn - trzeba poznać jego
przeszłość i tradycje. Wiedzieć na czyich śladach stąpa dzisiejsze, tak
zabiegane miasto. Nam udało się to poniekąd dzięki cyklowi darmowych wycieczek Free Tour of London. Teraz już wiemy,
gdzie w Londynie znajduje się najstarszy sklep z herbatą, którego logo było tym
pierwszym zarejestrowanym w Europie, i gdzie zupełnie za darmo skosztować można
różnych rodzajów herbat. Wiemy też, że piękny budynek Sądu Najwyższego o
wyglądzie średniowiecznego, gotyckiego zamku tak naprawdę ma jedyne 150 lat, a również,
że...
The city of London, które jest częścią
ścisłego centrum miasta o wielkości równej mili kwadratowej, nie podlega tak
naprawdę władzy królewskiej, a tylko i wyłącznie parlamentowi przez co w jego
granicach obowiązuje zupełnie inne prawo, a nawet podatki. Na straży zaś wjazdu
do tej dzielnicy Londynu (miasta w mieście) stoi nie pomnik króla, a statua
dumnego smoka. Że katedra św. Pawła miała być katedrą gotycką, protestancką (i
takiej właśnie chciał lud), a na jej obszarze, choć ta znajduje się właśnie w
obrębie The city of London, władzę znów
ma monarchia. Wiemy, w którym cichym zakątku znajduje się kościół proletariuszy
mieszczący najbardziej prestiżową w Anglii szkołę prawniczą. A także, w której
to dokładnie wąziutkiej uliczce znajduje się najstarszy w Londynie pub - Ye Ole Cheshire Cheese - gdzie
przesiadywał Mark Twain i Karol Dickens. Że w kamiennej Tower of London, w której zawsze znajdować się miało 5 kruków (jako
symbol bezpieczeństwa Anglii) - tym czarnym ptakom podcinano skrzydła, tak by nie
mogły opuścić twierdzy, a mieszkańcy mogli czuć się dzięki temu bezpiecznie. Wieże zaś pięknego zwodzonego Tower bridge, dawniej były niebezpiecznym
miejscem schadzek prostytutek i zbrodniarzy - przemierzenie bowiem pieszo mostu
górą trwało dokładnie tyle samo, co leniwe odczekanie na jego zamknięcie na
dole - dokładnie180 sekund. Współcześnie mieści się tam muzeum.
Właśnie,
londyńskie muzea...czyli kultura, sztuka i historia dostępna, i otwarta -
zupełnie za darmo - dla wszystkich. British
Museum ze zbiorami dziedzictwa całej starożytnej Europy, Azji i Afryki; Victoria and Albert Museum - największe
muzeum sztuki i rzemiosła artystycznego w Londynie, w którym każdy z eksponatów
opatrzony jest dokładnym i przede wszystkim ciekawym opisem historycznym; The National Gallery z imponującym
zbiorami Moneta i van Gogha; The Natural
History Museum, a także klimatyczna British
Library, w której natrafiliśmy na ekspozycje z notatkami min. da Vinciego i
Galileusza, a także na wystawę pierwszych tworzonych odręcznie map podczas
brytyjskiej wyprawy na Grenlandię... A przecież jeszcze tak wiele zostało do
zobaczenia, tak wiele...
I
jeszcze Soho ze swoimi kolorowymi
kamienicami, niezliczoną ilością teatrów i musicali, pubów i tłumem ludzi. Soho, które nigdy nie śpi. A w tym wszystkim jeszcze przesiąknięte
aromatycznymi zapachami, kolorowe i udekorowane czerwonymi lampionami Chinatown... Pamiętam tamten nasz wieczór
jak zamówiliśmy na wynos ryż z warzywnymi rozmaitościami, jak usiedliśmy na
krawężniku jednej z ciasnych uliczek Soho
i obserwowaliśmy to tętniące życiem niezwykłe miasto.
Miasto
różnorodności, kultur i barw. Miasto, gdzie historia przeplata się ze
współczesnością, a słońce z kroplami deszczu. Miasto, gdzie TO wszystko tworzy
idealną, pełną życia i uśmiechu, całość.
Zaryzykujemy.