Siedzę
przy oknie w pociągu i wsłuchuje się w monotonny rytm tej ogromnej maszyny. Za
podłużną szybą rozciąga się mroźny krajobraz - ziemia pokryta śnieżną warstwą,
srebrzyste drzewka i powoli zapalające się światełka w domach. Prawdziwa zimowa
i piękna atmosfera. Zbliżam skostniałe
dłonie do ust i powoli chucham, by choć troszkę je ogrzać... Lubię gdy
otaczający mnie świat, tak jak teraz, spowija biel śniegu, ale czuję, że moje
ciało potrzebuje ciepła, że moje serce i umysł tęsknią za słońcem, za spacerem
wśród promieni tej letniej gwiazdy... Za smakiem cappuccino pitym gdzieś na
zewnątrz, w małej kolorowej kawiarence. Znów myślę o Włoszech, znów tęsknie za
tym niezwykłym krajem.
A
jakie jest dalsze moje skojarzenie z Włochami? Wąskie, wijące się niezliczone
uliczki, kolorowe okiennice i oczywiście zawieszone między nimi pranie. Widok
znany wszystkim, a jednak za każdym razem oczarowuje i budzi wewnętrzny
zachwyt. Buduje otoczkę uroku w rzeczach tak zwykłych, tak codziennych. Magia,
która sprawia, że suszące się wśród kamienic skarpetki i bielizna malują
uśmiech na twarzy, szczerą radość w sercu i to, co idzie jeszcze dalej za tymi
emocjami - pozytywną myśl i momentalne poczucie lekkości życia. A jeśli Włochy
i wiszące nad głowami pranie to w wyobraźni sięgam do wspomnień i przywołuje
obrazy z położonego na południu półwyspu Apenińskiego miasta Bari.
Trochę historii miasta. W
starożytności Bari było małą, rzymską osadą, znaną pod nazwą Barium,
która od VI w. słynęła z najważniejszego i największego portu morskiego w
południowo-wschodniej Italii. Od 873 r. miasto znajdowało się pod panowaniem Bizancjum, a około
965 r. Stratēgos
Bari (wojskowi o tytule odpowiadającym rangą dzisiejszym generałom bądź
admirałom) otrzymali tytuł katepano Italii, co przez zaczerpnięcie z języka
greckiego oznaczało, że stali się "najważniejsi" w państwie. W
kwietniu 1071 r. Cesarstwo
Bizantyjskie utraciło
kontrolę nad miastem, co ostatecznie położyło kres bizantyńskiemu panowaniu w
południowej części półwyspu. W wiekach XI-XIII Bari
stało się punktem zbornym rycerzy chrześcijańskich biorących udział w wyprawach
krzyżowych i
w tym czasie także przekształciło się w zamożną republikę czerpiącą swe
bogactwa z handlu morskiego. W XIII w. cesarz i król Sycylii - Fryderyk
II rozbudował
system obronny miasta, m.in. imponujący do dziś normandzki zamek. Następnie
miasto otrzymało tytuł samodzielnego księstwa Bari należącego do rodu Sforzów,
i tu nasz polski element, z którego pochodziła żona Zygmunta
I Starego, królowa Bona. W 1558 przeszło pod panowanie królestwa
Neapolu, po czym podupadło, by znów rozkwitnąć w wieku XVIII
i zachwycać aż do dzisiaj.
Kolorowa starówka. Obecnie miasto można podzielić na starą i nową część, a w
tej pierwszej i najbardziej urokliwej, przeniesiemy się pod względem
architektonicznym w czasy średniowieczne, na stare miasto, la Citta’ Vecchia. Pełno
w nim krętych i wąskich uliczek z jasno kolorowymi domami i małymi, zielonymi
podwórkami. Barwne okiennice i zawieszone dosłownie wszędzie pranie. Starówka
Bari jako jedna z nielicznych (wśród dużych miast europejskich) zamieszkana
jest w całości przez biedotę, ale może właśnie dzięki temu tak silnie obecna
jest tu włoska tradycja, a mieszkańcy nie przejmują się sztucznymi pozorami i udawanym
pokazywaniem się przed innymi. Spacerując tamtędy możemy spotkać kobiety
lepiące przed domami makaron, który następnie suszy się na specjalnie
przygotowanych stołach. Do środka niektórych kamienic można nawet zajrzeć i poczuć
jak przez wnętrza przenika zapach przyprawionego jedzenia, a zewsząd dobiegają
gwarne rozmowy włoskich rodzin. Co chwilę mija nas motorynka z pędzącym gdzieś
i krzyczącym coś do kolegów, młodym chłopakiem. Mam wrażenie, że ludzie nie
wstydzą się tutaj tego kim są i jak żyją, gorący temperament wypełnia ich codzienność
prostym szczęściem i dumą. Na skwerkach można usiąść w małej kawiarence i wypić
przepyszną kawę za mniej niż jedno Euro. Zatopić się w atmosferze tętniącego tu
życia, włoskiego nie przejmowania się przyszłością.
Gdy
skończymy nasz spacer przez stare miasto, warto jest przejść się nad brzeg
morza, usiąść w cieniu wysokiej palmy i zanurzyć spojrzenie w ogromie
tutejszego portu. Poczuć na skórze podmuch morskiej bryzy i zachwycić się
zróżnicowaniem pod względem wyglądu, kolorów oraz wielkości odpoczywających tu
i płynących, gdzieś za błękitny horyzont, statków...
PS. Warto jest śledzić loty do Bari bo
czasem pojawiają się w naprawdę okazyjnych cenach, polecam zaglądać od czasu do
czasu TUTAJ :)