Faro

20:43



            Przed wyjazdem do Portugalii - do Faro - przeczytałam na którymś z podróżniczych forum, że z Faro to jest tak, że najlepiej tam wylądować i od razu pojechać dalej. Dlaczego jest tak niedoceniane i pomijane? Nie mam pojęcia. Dla mnie Faro to poranki w promieniach słońca, to ciche skradanie się po jeszcze chłodnej po nocy podłodze, by wyjść na balkon i ujrzeć przed sobą błękitno-zieloną lagunę Ria Formosa. To spacer piaszczystą plażą i oblewające mnie znienacka silniejsze fale oceanu. To drobne, kolorowe domki i bielutkie kamienice starego miasta, gdzie z kościelnej wieży rozciąga się widok na rozlewiska parku narodowego. To niziutkie, zielone drzewka pełne pomarańczy. Faro - czyli miasto, w którym najlepiej wylądować i zostać na dłużej. By zwiedzić, poznać i się zachwycić.




            W Faro wylądowaliśmy dość późno. Na zewnątrz kropił delikatny deszcz. Musieliśmy przedostać się jakoś do naszego hoteliku położonego na wąskim półwyspie między deltą rzeki Culatra Farol, a oceanem. Zdecydowaliśmy się na taksówkę (byliśmy w czwórkę więc wyszło dokładnie tyle samo, co za autobus), a naszym kierowcą okazała się kobieta - temperamentna Portugalka, która jadąc przez wąską i jeszcze mokrą drogę pędziła czasem i 100km/h, kłócąc się przy tym przez telefon... Czyli spora dawka południowej mentalności na sam początek naszej przygody :) Ale dzięki temu na miejscu byliśmy w mniej niż 10min (a jeszcze jak nas to rozbudziło po całym dniu lotów i czekania na lotniskach)! Mogliśmy nareszcie rozpakować się w naszych pokojach i zachwycić widokiem zza okna. Nocną laguną oświetloną delikatnie światełkami oddalonego miasta. Aż chcę się tylko usiąść na tarasie, okryć ciepłym kocem i nie odrywać już do samego świtu wzroku...



            Ale przed tym pragnęliśmy zobaczyć spowite nocą wybrzeże. Plażę znajdującą się dokładnie po drugiej stronie ulicy. Delikatny piasek i szum wzburzonej, ciemnej wody. Niebo powoli się wtedy rozpogadzało, a księżyc raz na jakiś rzucał srebrzystą poświatę na rozbijające się o brzeg fale. I my wśród tej niepowtarzalnej scenerii - chyba nadal jeszcze niedowierzający, że znaleźliśmy się właśnie tu i teraz. Te 3500 kilometrów od domu. Pamiętam też nasz ostatni wieczór na Praia de Faro, słońce jako czerwoną kulę zanurzająca się powoli w oceanie. Tamto bezchmurne wtedy niebo w odcieniach różu i beżu, i tą naszą ostatnią kolację w knajpce przy samej plaży. Smak paelli i idealnie słodkiej sangrii. Tak bardzo nie chcieliśmy wracać.



            Samo miasto jest pełne tych tak malutkich, typowo portugalskich domków, ułożonych w rzędzie jeden obok drugiego, o kolorowych drzwiach i wzorach wokół niewielkich okien. Starych kamienic i kościołów skrywających dawne tajemnice, jak kościół Igreja Nossa Senhora do Carmo, w którego schowanym podwórku znajduje się Capela dos Ossos - Kaplica Kości - pełna ludzkich czaszek i szczątek. Wrażenie jest tam naprawdę dziwne, może nawet w jakimś stopniu przerażające, ale jest to coś, co pozostaje w pamięci na długo. Stąd też ciągnie się kolejna pełna barw uliczka Rua Boavista, a odrobinę dalej następna -  Rua Conselheiro Bivar - aromatyczne zagłębie kawiarenek, restauracyjek i zapachu mocnej, portugalskiej kawy.





            A jeszcze to pełne bieli stare miasto otoczone średniowiecznymi murami, ze znajdującą się tam perełką Faro - katedrą Se, w której po wąskich schodkach wejść można na dzwonnicę. To z niej  rozciąga się czarujący widok na miasto, pomarańczowe dachówki, lagunę i Atlantyk. Tak pięknie...



            Jeszcze więcej magii na starym mieście poczuć można wieczorami - spacery wśród wąskich uliczek, kamiennych łuków i światełek. Spokój i cisza. A stąd już przecież tak niewiele, by przejść się do przystani - by stanąć na białym molo i zatopić wzrok w niekończącym się horyzoncie wody i przepływających tu leniwie rybackich kutrach. Zapomnieć i odpocząć.



            Jeśli będę miała okazję - wrócę, by znów poczuć to wszystko. A Faro już na zawsze pozostanie w moich wspomnieniach  jako obraz tamtej plaży, pełnej kolorów laguny, tamtych uliczki i bieli starego miasta. Tamten spokoju i magii.




PS. A już jutro wybieramy się do Wilna. Kuziaki wileńskie czekają :). Całusy!



You Might Also Like

16 komentarze

  1. Ja nie miałem w zasadzie żadnego wyobrażenia o Faro. Jednak przyznam, że podchodziłem do tego miejsca z niejaką ciekawością. I nawet pewną świadomością, że to miejsce jest... ciekawe i warte zobaczenia. W sumie zdziwiłem się, że mówi się o Faro jako miejscu takim sobie, czy jak to przeczytałaś na jakimś forum - że tam to tylko wylądować i od razu jechać gdzie indziej. Przekornie nawet pojadę do Faro, gdy będę odwiedzać Portugalię. Liczę, że może nawet uda mi się polecieć tam w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedy czytałam tę opinię to szczerze mówiąc trochę się zmartwiłam - bo to właśnie w Faro wynajęliśmy nasz nocleg na tydzień - a na miejscu okazało się, że to miasto jest tak piękne i niezwykłe :) ... Nie wiem, kto mógł napisać tak dziwną opinię o tym miejscu.

      Usuń
  2. Cudownie to wszystko opisałaś! I szczerze powiedziawszy zdecydowanie zachęciłas mnie by kiedyś to miasteczko zobaczyć. Jestem zdziwiona że ludzie uważają je za niegodne uwagi zwłaszcza że na twoich zdjęciach wygląda zachwycająco i zdecydowanie w moim guście, kamienice,woda i słońce. Czego chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem zdziwiona taką opinią... Dokładnie, czego chcieć więcej? :)

      Usuń
  3. Faro faktycznie niedocenione, prezentuje się ciekawie.
    Po Lizbonie myślałam o Porto, o Faro nie pomyślałam. Te czaszki to z katedry ? Odrobinę makabrycznie.
    Uliczki, światełka, i klimat Portugalii, no ja się temu nie oprę, nigdy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj Lizbona jest przepiękna... jest to miasto, o którym myślę, by tam zamieszkać. A Faro i cała południowa Portugalia warta jak najbardziej odwiedzenia! Po prostu bajka :)

      Usuń
  4. Według tego co pokazujesz na zdjęciach i opisujesz, to jest cudowne miejsce do pobytu na wakacje. Mam tylko obawę o temperaturę wody w oceanie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie jest za ciepła... ale w lato da się przemóc i nawet dłużej pokąpać! Tak przynajmniej było w moim przypadku, a wierz mi, że jestem bardzo ciepłolubna :)

      Usuń
  5. W Faro nie byłam ale będę - jak kiedyś w końcu dotrę do Portugalii :). Nie zrażają mnie te wszystkie negatywne opinie albo opisy mało zachęcające do dotarcia tam. Twoje zdjęcia i wrażenia są najlepszym dowodem na to, że opinie innych to opinie innych - ja wolę mieć własną.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie tez nie zrazaja, podobnie jak Ciebie i Mo, takie negatywne komentarze.
    Ale moze dzieki temu, nie ma tam wielu turystow.
    Przepiekna ta druga fotaa!

















    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam poza sezonem więc było puściutko, ale jestem właśnie ciekawa jak to jest latem :)

      Usuń
  7. Dlatego nie należy sugerować się tym co piszą inni. Właśnie przez coś takiego mogłoby mnie ominąć odwiedzenie Volterry w Toskanii, jednak postanowiłam sama sprawdzić. Dla mnie Volterra jest cudowna.
    Patrząc na Twoje zdjęcia też nie rozumiem co mogło się tam komuś nie podobać, prześliczne miejsce. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, oglądając się tylko na opinie inncych moglibyśmy wiele stracić... a jak widać - nie warto! :)

      Usuń
  8. Z Twoich zdjęć wynika, ze Faro to piękne miasteczko.
    Po cichu bardzo liczę, że w tym roku odwiedzę Portugalię...:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Eee, ja tam nie wiem skąd te negatywy! Na Twoich zdjęciach Faro wygląda tak uroczo, że już sobie zaczynam coś planować ;)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Choć deszczyk siąpił i tak czuć ten południowoeuropejski klimat.

    OdpowiedzUsuń

Jak podobała Ci się ta podróż? Powiedz mi co myślisz :)